American College of Cardiology oficjalnie wrzuca stan zapalny na listę modyfikowalnych czynników ryzyka sercowo-naczyniowego: coś, co trzeba oceniać, monitorować i obniżać, a nie tylko opisywać w podręcznikach.
Co jest praktyczne i „do wdrożenia od jutra”?
– ACC wskazuje hsCRP jako prosty, tani marker ryzyka (nie idealny, ale użyteczny).
– Progi interpretacyjne w kontekście ryzyka CV: <1 mg/L (niski), 1–3 mg/L (umiarkowany), >3 mg/L (wysoki).
– I ważne: to ma sens szczególnie tam, gdzie klasyczne kalkulatory ryzyka bywają ślepe — np. u osób z przewlekłymi chorobami zapalnymi (w tym autoimmunologicznymi).
A co z leczeniem?
Najpierw baza (styl życia, redukcja masy ciała, ruch, sen, rzucenie palenia), a jeśli stan zapalny utrzymuje się mimo ogarnięcia „klasyki”, wchodzi temat farmakoterapii: statyny (też przez komponent przeciwzapalny) i w wybranych sytuacjach prewencji wtórnej kolchicyna 0,5 mg/d (w USA ma wskazanie FDA do redukcji zdarzeń CV).
Wniosek:
Jeśli chcemy realnie zmniejszać ryzyko wystąpienia zawału mięśnia sercowego i udaru niedokrwiennego mózgu, to obok LDL i ciśnienia trzeba wreszcie zacząć traktować hsCRP, oceniający stan zapalny, jak „trzeci wskaźnik ryzyka” – bo ryzyka, którego nie mierzymy, po prostu nie widzimy.
bfiałek

