• W szwedzkim badaniu kliniczno-kontrolnym: 1398 osób z chłoniakiem i 4193 kontrole. Tatuaże miało 21% chorych vs 18% kontroli. Skorygowany wynik: IRR 1,21; 95% CI 0,99–1,48 – czyli sygnał na granicy istotności, nie twardy dowód.
• Silniejszy sygnał dotyczył niektórych podtypów chłoniaków, m.in. DLBCL i chłoniaka grudkowego. Autorzy podkreślają: to związek, nie przyczyna.
• W duńskim badaniu bliźniąt tatuaże wiązały się z wyższym hazardem nowotworów skóry: HR 1,62; 95% CI 1,08–2,41. Przy tatuażach większych niż dłoń obserwowano wyższy hazard: HR 2,37 dla nowotworów skóry i HR 2,73 dla chłoniaka.
• Biologicznie jest to plausybilne: cząstki pigmentu mogą trafiać do układu limfatycznego, a niektóre składniki tuszu zawierają związki potencjalnie genotoksyczne lub rakotwórcze. Ale dane u ludzi nadal są pośrednie.
• Praktycznie: nie ma podstaw do paniki. Jest natomiast powód do dalszych badań, lepszej kontroli składu tuszów i rozsądnej czujności klinicznej przy nietypowych, utrwalonych zmianach skórnych lub powiększonych węzłach chłonnych.
Ograniczenia: badania obserwacyjne; możliwe czynniki zakłócające, m.in. ekspozycja na UV, palenie, styl życia, wielkość tatuażu, skład tuszu i częstszy kontakt z ochroną zdrowia.
Wniosek:
Większe tatuaże wiążą się z 2,7-krotnie wyższym ryzykiem rozwoju chłoniaków i ponad 2-krotnie wyższym ryzykiem rozwoju nowotworów skóry (na razie nie udowodniono jednoznacznego związku przyczynowo-skutkowego).
bfiałek

